Zapada zmrok. Patrzę na ściemniające się niebo, zapalone gdzieniegdzie światła w wiejskich domach, patrzę na drogę. Cisza, ale nie w moim sercu, nie w mojej głowie. Martwię się o moje dziecko, ze znowu coś bierze. Serce moje to czuje. Czuje, ze "coś" nie tak...znów!!! Chce rozmawiać...i rozmawiamy, ale nic z tego,mówi ze nie bierze. Nie wierze mu .... I nosze swój ból, swoją rozpacz. Zwariuje, po prostu zwariuje, gdyż moje serce jest porozdzierane na strzępy. JUŻ NIE MAM SIŁY, a mieć muszę. W domu jest ciepło, trochę nostalgicznie, tak spokojnie, że mogłabym zostać tam na zawsze. W tej chwili, w tym momencie zrobić stop i zatrzymać czas. Jednak stanąć nie mogę, czasu nie da się zatrzymać lub cofnąć, tak by jednym przekręceniem klucza wrócić do tych chwil, kiedy było normalnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz